niedziela, 5 czerwca 2016

10 CZERWCA URODZINY LAMY TSECZU RINPOCZE

Lobpyn Tseczu Rinpocze i Maggie Lehnert

Piszę w wyprzedzeniem, bo mam mało czasu, a chciałabym się z Wami podzielić swoimi "wspominkami", związanymi z tym Wielkim Nauczycielem.
Był czerwiec rok 1993 i Inicjacja Kalaczakry w Kucharach - pierwsza taka Inicjacja poza Azją, w dziejach buddyzmu. Mimo, że wtedy już kilka lat miałam Schronienie, to nie spotkałam wcześniej lamy Tseczu. Jadąc na Inicjacje nie miałam też żadnych wyobrażeń ani oczekiwań odnośnie tego wydarzenia. Wtedy byłam częścia nielicznej Sangi w Elblągu i razem pojechaliśmy na to wydarzenie. Oczywiście "stopem", bo tak się wówczas podróżowało, zaledwie kilka osób w całej polskiej sandze miało samochody. Do tej pory jak przyjeżdżam do Kuchar zaskakuje mnie widok niekończących się parkingów z niekończącą się ilością samochodów, bo cały czas pamiętam, jak w czasie kursów były 2-3 auta, najczęściej małe fiaty :)
Więc gdy już piechotą dotarliśmy do Ośrodka nagle lunął naprawdę straszliwy deszcz, zrobiło się ciemno w środku dnia i nadeszła prawdziwa nawałnica, więc schowaliśmy się w głównym namiocie, który był wtedy jeszcze w fazie budowania. Pamiętam, że dostałam mocno w łeb taką ogromną, długą rurą, która wspierała jedną z części namiotu, a ja nieopatrznie podeszłam budowniczym pod nogi. Pomyślałam sobie wtedy: no fajny początek :)
Inicjacja trwała 3 dni, z czego tylko ostatni dzień wymagał długiego udziału nas wszystkich, poza tym snuliśmy się po terenie.
Wtedy w Elblągu była bardzo "artystyczna" Sanga, ok. 10 chłopaków z dredami, bębnami, gitarami. Mieli oni taki plan, żeby po Inicjacji jechać wspólnie do Holandii i tam grać na ulicach przez wakacje i w ten sposób zarobić pieniądze. Poprosili mnie, żebym z Lady Hannah Nydahl, która przyjechała z Rinpocze, "załatwiła" im wszystkim audiencje u Lamy, żeby mogli dostać blessing na powodzenie swoich planów. Jako, że sytuacja zbiegła się niemal dokładnie z datą oficjalnego utworzenia ośrodka w Elblągu, poszłam do Hannah i powiedziałam, że jesteśmy grupą z nowego Ośrodka, że bardzo byśmy chcieli dostać prywatny blessing od Lamy Tseczu, na co Hannah wyraziła zgodę.
Zatem ustaliłyśmy dzień i godzinę tej naszej "wizyty", tak aby nie kolidowała z planami Rinpocze. Umówionego dnia stawiliśmy się więc wszyscy, było to ok 10 kolegów, jedna koleżanka ze swoja małą wówczas córeczką, przed "Rinpoczówką" w Kucharach, która została właśnie wtedy wybudowana na potrzeby kursu, specjalnie dla Rinpocze.

Rinpoczówka.
Weszliśmy za Hannah do małego pokoju, gdzie na sofie siedział Rinpocze i w tej skondensowanej energii Wielkiego Lamy na małej powierzchni po prostu błogosławieństwo urywało łeb. Powiedziałam wówczas kim jesteśmy i o co prosimy, czyli to czego chłopcy chcieli, żebym powiedziała, a więc błogosławieństwa na pieniądze i działalność artystyczną:)))) Hannah nawet lekko się zdziwiła i zapytała: " a to wy jesteście jakąś grupą teatralną?" :))) Ja dodatkowo od siebie powiedziałam, że jesteśmy z ośrodka, który oficjalnie powstał dwa tygodnie wcześniej i że w związku z tym ja osobiście proszę Rinpocze o błogosławieństwo dla naszej dalszej aktywności. W każdym razie przekazała o co prosimy i wszyscy po kolei podchodzili do Rinpocze. 

Rinpocze i Lady Hannah Nydahl

Rinpocze długo każdego blesował, trzymając swoją jedną rękę na głowie, a drugą trzymając za rękę osoby która podeszła. Nie wiem ile to trwało, poczucie czasu w takich sytuacjach po prostu znika, nie można określić długości wydarzenia, bo wszystko jest bardzo mocne i trochę jak sen. I ja miałam coraz większe poczucie, że dzieje się coś niezwykłego w moim życiu. Pod koniec podeszła również do Rinpocze dziewczynka, która z nami była, lekko wtedy przerażona sytuacją, i dostała od Rinpocze wielką tabliczkę czekolady.

Rinpocze i Maggie przed Rinpoczowką ( i ja :))))

Na końcu przyszedł czas na mnie i , mimo, że nie dzielimy się takimi doświadczeniami, to muszę szczerze powiedzieć, że była to jedna z absolutnie wyjątkowych chwil w moim życiu, pierwsza kiedy tak bardzo poczułam co to oznacza, jak oświecony Nauczyciel koncentruje się tylko na tobie. Po prostu czas staje w miejscu, nie ma myśli, jest tylko błogie i wspaniałe poczucie ważności i absolutnej wyjątkowości tej sytuacji. Gdy, dziękując, wyszliśmy na zewnątrz, świeciło mocno piękne popołudniowe słońce i po prostu czułam, jakbym nagle nie była z materii i jakbym nie szła, ale unosiła się nad ziemią. Nie mogłam wydobyć z siebie słowa, szłam w kierunku dworku i tylko w myślach powtarzałam: "aha to tak wygląda nieuwarunkowane szczęście i błogość, której nikt i nic, żadna myśl ani wydarzenie, nie może zniszczyć. To uczucie lekkości ciała, bezcielesności właściwie, oraz to poczucie, że nie chodzę ale unoszę się nad ziemią towarzyszyło mi wiele kolejnych dni, zaczęło znikać dopiero po powrocie z kursu już w Elblągu.
Oczywiście towarzystwo "happy barbarians" rozdrapało dziecku czekoladę do ostatniego kawałka:)))) ja też wzięłam kawałek i czułam, że to właśnie co jem, jest jak nektar wyzwolenia i pokarm, który daje wszystko co najwspanialsze. Tak oto Rinpocze przedłużył swój blessing na kolejne godziny...
Gdy po kilku dniach skończyła się inicjacja i staliśmy w kolejce ze 2, 3 tysięcy osób do błogosławieństwa poczułam w głębi serca wielką wdzięczność i potrzebę, że chciałabym koniecznie coś dać Rinpocze. Zapytałam bardziej doświadczonego kolegi, co można dać Lamie, szczególnie w warunkach kiedy nie ma sklepów, jest się w szczerym polu i prezent potrzebny jest na już :)
Ów kolega powiedział: "no na przykład możesz dać kwiatki..." Więc niewiele myśląc pobiegłam na pobliską łąkę i nazrywałam białych małych polnych stokrotek, z których zrobiłam mikroskopijnej wielkości bukiecik. I gdy nadeszła moja kolej stanęłam przed Rinpocze i po blessingu bez słowa, cała zatkana i wzruszona, dałam ten skromniutki, maleńki bukiecik Lamie. I pamiętam tylko, że Lama podniósł głowę i spojrzał mi w twarz. Jego oczu i  tego niesamowitego spojrzenia, życzę każdemu praktykującemu i nie zapomnę do końca życia.... Była w tym taka moc, miłość, współczucie, całe dobro wszechświata.... Rinpocze kwiatki przyjął jak cenny prezent i ja miałam takie poczucie, że ten prezent spodobał się Rinpocze:)))

Lobpyn Tseczu Rinpocze

Więc dalej, przepełniona nieznanym mi wcześniej niesamowitym szczęściem i błogością, snułam się po Kucharach ciągle czując że unoszę się nad ziemią :)
Podczas tego kursu przydarzyła mi się jeszcze jedna niesamowita sytuacja. Otóż w noc przed ostatnią, 3, główną częścią Inicjacji, postanowiłam, nie wiedzieć czemu, spać w głównym namiocie. Wzięłam spiworek i tam się udałam na nocleg. I ok. 2 lub 3 w nocy, w kompletnej ciszy, zobaczyłam jak do namiotu wchodzi Rinpocze ze swoim pomocnikiem, podchodzi do ołtarza, siada przed nim i medytuje. I to było niesłychane, jak prezent wszystkich Buddów, móc uczestniczyć w takiej pełnej wielkiej mocy, sytuacji. Cisza, noc, wielki, prawie pusty namiot i medytujący przed ołtarzem Rinpocze....

Lama Tseczu Rinpocze, Lama Ole i Lady Hannah Nydahl

Później dowiedziałam się, że to jest częścią Inicjacji Kalaczakry, że ostatniego, najważniejszego dnia, kiedy uczniowie wchodzą do namiotu o 10 rano, Lama medytuje już wtedy wiele godzin, a my przychodzimy potem już w tak przygotowane pole mocy....
I potem, kiedy Rinpocze odjeżdżał spod Rinpoczówki, otoczony tłumem żegnających go uczniów, wszyscy byliśmy bardzo wzruszeni i z łezką w oku.... Ale pamiętam że wtedy razem z Rinpocze do samochodu podeszła Maggie, która nie jechała dalej z Lamą, i wtedy zobaczyłam Jej twarz, kompletnie i całkowicie zalaną łzami. I wtedy zrozumiałam jak to jest kiedy żegnamy się z naszym rdzennym Lamą, a nasz związek z Nim jest wyjątkowo mocny......

Wspaniała Maggie Lehnert

Jej twarz poruszyła mnie bardzo, było w tym płaczu tyle szczerości, tęsknoty, bólu rozstania. I to wszystko bardzo prawdziwe, bez żadnego udawania, takie bardzo prywatne wydarzenie mające miejsce w otoczeniu tłumu ludzi....
Wtedy dostałam od Maggie wielki prezent w postaci doświadczenia i zauczestniczenia w stuacji, kiedy najbliższy uczeń musi rozstać się ze swoim Mistrzem i patrząc na Maggie, co bardzo poruszyło moje serce, pomyślałam i doświadczyłam dzięki Niej wówczas: "Oto właściwy, prawdziwy, wyjątkowy i modelowy przykład związku między uczniem a Nauczycielem w naszej cenniejszej niż najcenniejszy skarb Diamentowej Drodze."

Rinpocze i Lama Ole

Rinpocze i Lama Ole
Rinpocze i Lama Ole pożegnanie....


1 komentarz:

  1. Byłem tam i przyjąłem Schronienie u TSECZU RINPOCZE.

    OdpowiedzUsuń