czwartek, 30 czerwca 2016

FOR THE SON OF CZENREZIG

"Everything desired and undesired, and spotless action, that contrasts with this, All karmic deeds that ripen to their fruit, in infinite array, With power and wisdom unconfined,a Buddha knows them all, Past, present and to come....."

"The Buddha knows them all...."

sobota, 25 czerwca 2016

FOR THE SON OF CZENREZIG

GARUDA AND ME

Było to podczas pierwszej wizyty 17 Karmapy w Kucharach. Byłam w teamie kuchennym, w jego części obsługującej Karmapę, co do dziś dnia pamiętam jako niesamowite przeżycie. Karmapa miał wtedy 16 lat i był dokładnie parę dni po operacji wyrostka robaczkowego w Szwajcarii. Więc raczej, zapewne z tego, ale też zapewne z innych powodów, wolał więcej czasu spędzać sam. Na przykład na posiłki przychodził na chwilę, zjadał i wracał do swojego pokoju, gdzie donosiłyśmy mu herbatę, kawę itp. 
Kiedy Karmapa dawał inicjacje pewna grupa ludzi poszła do Tseczu Rinpocze, który był wtedy z Karmapą, i zasugerowała, że może lepiej "odpuścić" Karmapie tą wlokącą się godzinami część Inicjacji, gdzie trzeba 3tys. razy podnieść rękę żeby wszystkich "kolejkowiczow"  poblesować.... zważywszy na jego operacje sprzed dosłownie kilku dni. I kiedy ludzie zapytali Rinpocze czy nie należałoby "oszczędzić" Karmapy, żeby nie zmęczyć go tak bardzo, Rinpocze powiedział wtedy zdanie: "pracą Lamy jest być zmęczonym". W ten sposób temat został zamknięty.
Wracając do wątku głównego, już pod sam koniec imprezy Sylwia aka Psixa, ktora dowodziła naszym kuchennym teamem, zrobiła nam cudowną niespodziankę w postaci srebrnych wisiorków z wizerunkami Buddów. Rozdawała je wszystkim dziewczynom jak leci. I ja dostałam wisiorek z Garudą, który niemal na pewno był tylko w 1 sztuce....
Jesienią do Gdańska przyjechał Lama Ole. I w pewnym momencie podszedł do mnie, wziął do reki to co mialam na szyi czyli Garudę i powiedział: "Wyglądasz dokładnie jak on"....

Garuda, posąg z kolekcji British Museum

Kilka lat później zwiedzałam dział sztuki orientalnej w British Museum. I pierwszym posągiem na który się natknęłam był ogromny, przepiękny i bardzo niesamowity posąg Garudy. I stałam tam przed tym posągiem nieruchomo, czułam jakąś całkowitą niezwykłość tej sytuacji. Stałam tak i stałam. I dalej już nie poszłam. Wiedziałam doskonale, dlaczego w BM się znalazłam, mimo, że zawsze bardzo skrupulatnie unikam muzeów, również tych wielkich muzeów świata :) 

A to moja bardzo cenna, prywatna pamiątka z lata 2000 roku, z pierwszej wizyty Karmapy w Kucharach.

czwartek, 23 czerwca 2016

SZAMARPA - JUŻ MINĘŁY DWA LATA

Niepostrzeżenie minęły już dwa lata odkąd nie ma Go z nami......Wydawało mi się że to minął dopiero rok....Ale czujność Ewy sprowadziła mnie na ziemię....Dzięki ogromne Ewunia <3
Nie wiem czy wiecie, ale mieli bardzo szczególny i silny związek z Hannah. Lama Ole powiedział kiedyś, że byli parą w którymś życiu.... To Szamarpa zaczął nazywać Hannah Lady Hannah Nydahl, co mi się bardzo podoba i sama używam często tego "Lady" szczególnie gdy jest to jakaś oficjalna wypowiedź.
Był rok 1997, czerwiec. Postanowiliśmy pojechać rock'and'rolową ekipą na inicjacje Amitaby z Szamarpą do Budpesztu. Wtedy w Budapeszcie było chyba z 5 ośrodków, absolutnie nie z powodu jakiś podziałów bo takowych nie było, ale żeby wszyscy mieli blisko na medytacje. Jeden ośrodek był jednak główny i tam trafiliśmy.
Ponieważ byliśmy jedyną ekipą z Polski dostaliśmy limitowane zaproszenie na uroczyste śniadanie z Szamarpą następnego dnia, w wynajętej, bardzo pięknej restauracji. Jeśli ktoś był w Budapeszcie to wie: jedna strona miasta płaska, a druga dość górzysta. I ta restauracja była właśnie usytuowana na stoku góry, na skarpie, miała formę tarasu, schodzącego potem dalej do rzeki przedzielającej Budapeszt. I to dawało przepiękny widok na szeroką panoramę drugiego brzegu, z jego licznymi zabytkowymi wielkimi domami, wspaniałą architekturą, no po prostu widok - bajka.
Stoliki były na świeżym powietrzu, w takim pięknym ogrodzie.niesamowite i bardzo piękne miejsce wybrali na tą uroczystość nasi węgierscy przyjaciele.
I przyszliśmy na to śniadanie. Szamarpa miał stolik z Hannah i widać było, że świetnie się ze sobą czują i raczej nie tęsknią za kontaktem z nadchodzącymi zaproszonymi Sangowiczami...... Szamarpa był dobrze znany z tego, że nie lubił tłumów, zawsze ich unikał i tu również było wyraźnie widać, jak odwrócony plecami do nas wszystkich po prostu cieszy się tym przepięknym widokiem, jednocześnie rozmawiając, śmiejąc się i żartując, świetnie bawiąc się po prostu w towarzystwie Hannah i tego cudownego widoku. A mimo to przestrzeń dookoła była całkowicie kompletna.... Dodam, że był czerwiec, wszystko skąpane w słońcu, widok przepiękny. A wielu z Was zapewne wie, że Szamarpa miał wielką artystyczną wrażliwość i naprawdę bardzo takie piękne widoki go cieszyły. 
Czasem ktoś podchodził do stolika się przywitać, ale wyraźnie czuć było, że to nie jest konieczne, że pole mocy Szmara Rinpocze obejmuje każdy atom tarasu na którym siedziała Sanga. 
Rinpocze bardzo wyraźnie czuł się najlepiej w towarzystwie tego niesamowitego widoku i Lady Hannah.
Ale mimo, że nieskory do jakiegoś kontaktu z nami, wszyscy czuliśmy się jak w Czystej Krainie po prostu mając szczęście być w tym niezwykle silnym i po brzegi wypełnionym blesingiem polu mocy..... Więc dokładnie robiliśmy to samo... milczeliśmy sobie, napawając się widokiem przecudnym, od czasu do czasu zerkając w stronę Lady Hannah i Szamarpy. I był w tym wszystkim trudny do opisania bless, magia niezapomnianej chwili,  jednocześnie taka całkowicie inna energia niż ta, którą emanuje Lama Ole....
Szamar Rinpocze, Wielki Lama, bliska rodzina 16 Karmapy, brat wspaniałego Lamy Dżigmeli Rinpocze. Niezapomniany poranek życia....


Dream Team

środa, 22 czerwca 2016

MY STAR WARS SITUATION EPISODE 2



“Yes, a Jedi’s strength flows from the Force. But beware of the dark side. Anger, fear, aggression; the dark side of the Force are they. Easily they flow, quick to join you in a fight. If once you start down the dark path, forever will it dominate your destiny, consume you it will, as it did Obi-Wan’s apprentice.”

I wonder how I am gonna survive all this.....
And I quess I found the answer...


So I have to do it and do not pay any attentions for personal costs..... So Friends, lots of good wishes please. Because the dark side is strong, have no even a slight sign of compassion, of love even of mercy... Nobody who ever get close to it have no idea what destructive this power can be.....
You may believe me or not... But I have to stop this and this is not exactly my idea... some of you can easily imagine whose....:)
So I will meet with this power face to face in the Court soon.....
Wish nobody to ever have such situation....
But I know the big big big power of Love is the best solution!

piątek, 17 czerwca 2016

MY STAR WARS SITUATION

Kiedyś myślalam, że to bajki....



Potem Star Wars stały się dla mnie również jednym z najważniejszych filmów mojego życia.... A dodatkowo teraz życie bardzo dotkliwie pokazało mi że to nie fikcja......
And what kind of energy this is it is even hard to imagine .... I kiedy na swojej drodze spotykasz prawdziwą Dark Side every day more and more you start to understand there really is an energy like that in this world. And when you have no choice and you are the one who is supposed to stand face to face with evil to stop it and to protect others from them. So please wish me now that "force be with me" I need that more then ever..... Of course I also feel so much the protection of the Buddhas in this very very difficult and unpleasant time. But in certain moment somone must say " NO MORE" and stop this evil no matter how one feels with this situation and not matter how big is the price you have to pay...
And in the very not easy moment of my life Lama told me:
"you must protect our centers"
So this is "Lama Said" situation.... But at the same time I have this warm feeling that when you do what Lama tells you the whole situation no matter how unpleasant it is, Lama is all the time very close and you always can ask him for help if you start to feel that you getting to weak to destroy this "dark side"......
And our Good Motivation and devotion to Lama is a key to success......
Always Yours,
Klaudyna

środa, 15 czerwca 2016

FOR THE SON OF CZENREZIG

Something very important happened during the last 24 hours of my life.....


So my precious Son of Chenreizg I promise You
there will come a time
which will be Our time
and You get the whole love of Universe from me
and I make You so happy that you can not even imagine
it will be Our time
and we change the World together....
You know that :)))))

poniedziałek, 13 czerwca 2016

FOR THE SON OF CZENREZIG

Takie tam nieważne marzenia.....
Karmapa i Klaudik Gdańsk 13.07.2009
So very special day for me..... One of the most happy in my entire life....

Czy to co poniżej jest napisane na tej karteczce ? :) :) :) Kto zgadnie??? Nikt nie zgadnie :) To cudowna Tajemnica :) hahaha :)

Łódź twoja niech przypłynie
Za sobą mosty spal
Zawsze, gdy jesteś przy mnie
Coś się ważnego musi stać

Spuść na mnie psy z uwięzi
Rozpuść włosy, gdy dmie wiatr
Ty tajemnicą zawsze będziesz
Choć pełen ciebie jest mój świat

Rozmowy toczą się co noc
Jak nam wypada żyć
Lecz, kiedy cię przytulę, to
Pamiętać już, nie chcemy nic

Łódź twoja niech przypłynie
Za sobą mosty spal
Zawsze, gdy jesteś przy mnie
Cóż się ważnego musi stać

W twych oczach widzę smutku łzę
Bo wiesz że czas, by przestać śnić
Za chwilę spalę skrzydła twe
Gdy właśnie ty, ty w niebo chcesz się wzbić

Łódź twoja niech przypłynie
Za sobą mosty spal
Zawsze, gdy jesteś przy mnie
Coś się ważnego musi stać

Spuść na mnie psy z uwięzi
Rozpuść włosy, gdy dmie wiatr
Ty tajemnicą zawsze będziesz
Choć pełen ciebie jest mój świat

Łódź twoja niech przypłynie
Za sobą mosty spal
Zawsze gdy jesteś przy mnie
Coś się ważnego musi stać 

sobota, 11 czerwca 2016

FOR THE SON OF CZENREZIG

Związki…. zaskakujące ślady naszych wcześniejszych działań słów i myśli z niezliczonej ilości żywotów…..
Potrafią w ułamku sekundy zmienić życie człowieka, uczynić je czystą krainą albo światami piekieł… Nasze najsilniejsze emocje…..
Lama Ole powiedział kiedyś, że jeśli pierwszy raz spotyka w tym życiu człowieka z którym ma silne związki, to wchodzi do sali i mimo, że tej osoby jeszcze nie widzi już wie, że ktoś taki tam jest…. Związki nie są kwestią wyboru, są efektem naszych wyborów popełnionych w dalekich odchłaniach i na innych galaktykach, sto kalp temu a może tylko 50 lat temu w sąsiednim mieście???
To wielki blesing jeśli ludzie mogą się spotkać bez przeszkód, we właściwym miejscu i we właściwym czasie. I wielki ból kiedy tak nie jest….myślimy wtedy: co zrobiliśmy nie tak? Jak to możliwe, że w tym życiu nie możemy się spotkać?
Jeśli związek jest wystarczająco silny, nic wtedy nie jest kwestią informacji i nie ma na to silnych, co pokazują najlepiej przykłady z życia naszych Nauczycieli….
I jeśli warunki w tym życiu się nie schodzą jedyne co możemy zrobić to wysyłać życzenia, żeby warunki jak najszybciej się zeszły…. Oby już w kolejnym życiu…. Dlatego bądźmy dla siebie dobrzy, wtedy spotkamy się bez przeszkód. Jest taka niesamowita książka….  „Mipam Lama Pięciu Mądrości”. Nie znam twardziela, który pod koniec nie będzie płakał. Polecam. To jest historia o Synu Czenreziga….
Kim dla siebie byliśmy, rodzeństwem, matką i dzieckiem, kochankami??? Ile dobrego musiał ten ktoś dla nas zrobić w przeszłości, że tak bardzo kochamy….
Taka historia mi się przypomniała..… Taki kiedyś związek z pewnym kolegą mi się przydarzył. Takie właśnie spotkanie o niewłaściwym czasie i w niewłaściwym miejscu….. w który to związek ja weszłam dla żartu i z ogólnych nudów pewnej styczniowej soboty, gdy zdychałam z braku wrażeń, mimo, że byłam na gigantycznej balandze, bo wszyscy już pijani, a ja trzeźwa jak zwykle. Zdychałam z nudów. Ludzie tacy jak ja naprawdę potrzebują dużo adrenaliny i mocnych sytuacji, żeby się nie nudzić, musi być bardzo silna inspiracja, żeby mi podnieść poziom energii, inaczej to zaraz chce mi się spać :)))). Zaczęło się od niewinnego smsa i po 24 godzinach się zorientowałam, że oto niepostrzeżenie od 24 godzin wiszę na telefonie. Smsy stawały się coraz to bardziej i bardziej poważne, już nie był to żart…. I ten najważniejszy, który dostałam, no zgadnijcie o której? :))) o 1.08….:)))
Jakiś czas potem miałam sen że coś wspaniałego razem robimy. Obudziłam się o 5.30 i napisałam smsa…. Że miałam sen taki niesamowity i że przy okazji opowiem…. Kolega jeszcze nie spał :) hahahaha:) I po chwili zaświecił się telefon: „Mów”, a ja w szoku odpisałam, że właściwie to nie ma o czym mówić, że to takie nieważne….. Padła odpowiedź: „Nie pisze się do człowieka o piątej nad ranem o czymś co jest nieważne….” To prawda…


Kilka lat potem jechałam na kurs, gdzie świętowaliśmy jego urodziny. I chciałam mu kupić coś naprawdę szczególnego, chociaż tyle, co mu mogłam podarować…. Ale zero pomysłu. Jadę do wielkiego centrum handlowego, myślę sobie: pooglądam rzeczy i może coś mi przyjdzie do głowy. Parkuję samochód na parkingu wielkości boiska piłkarskiego i idę do wejścia, przeciskając się między niezliczonymi autami…. I nagle, już prawie dochodząc do drzwi widzę niedużą kartkę papieru, po którą, nie wiadomo czemu, bo przecież normalnie tego nie robię, schylam się i biorę do ręki. Odwracam i patrzę na obrazek, a tam Korlo Demczog w zjednoczeniu z Czerwoną Dakinią. I już wiedziałam, że do sklepu muszę wejść wyłącznie po ramkę….
A poniżej przykłady tych wspaniałych związków które wydarzyły się we właściwym czasie i we właściwym miejscu....

Lady Hannah Nydahl i Lama Ole Nydahl

Cudowna Ale i Lama Ole

Moja Rodzina najukochańsza




czwartek, 9 czerwca 2016

MECZ CZYLI KURSY INTEGRACYJNE W KUCHARACH

Kto jeszcze pamięta ten mecz ???? 


Mecz w Kucharach
W 40 letniej historii buddyzmu w Polsce różne rzeczy się działy i różne pomysły powstawały, upadały, żeby mogły pojawić się następne, często równie udane:)))) Jednym z takich pomysłów, których już pewnie nikt nie pamięta, było robienie w Kucharach kursów integracyjnych żeby się ośrodki lepiej poznawały:)
Pierwszy kurs: Warszawa i Gdańsk. Program - sobota: przyjazd, wspólna praca, wieczorem rozrywka, niedziela: rano mecz, potem obiad i po obiedzie wyjazd. 
Nie wiem kto wymyślił ten mecz.... Jedni bardzo chcą go pamiętać, a inni, założę  się o wszystko, woleliby wymazać go z historii ludzkości....hahahahahaha :) Ostateczny wynik:
11:0 dla Gdańska
Miałam ten mecz w głębokim poważaniu i nawet się na niego nie zwlokłam. Ale przyszedł taki moment, że się bardzo zainteresowałam, jak ktoś wpadł do dworku i krzyknął: "Jest 8:0 dla Gdańska!!!!!"
Więc wtedy dopiero zaczęły się moje meczowe emocje...:)
Ostateczny wynik 11:0 dla Gdańska.....
No i co..... głupio było, żeby nie robić przykrości przyjaciołom, z którymi mieliśmy się właśnie elegancko zintegrować, pokazać jak cieszymy się z tej wygranej.... :) hahaha :)  Wszyscy udawali więc dyplomatycznie że nic się nie stało....
Po obiadku w samochody i do domu. I dopiero jak dojechaliśmy do Ośrodka w Gdańsku wszyscy ryczeliśmy z radości, dojeżdżały następne samochody i wszyscy szaleliśmy pół nocy :))))
Niezapomniany wieczór, myślę, że nie tylko dla Gdańskiego Ośrodka:)
W każdym razie żadne kolejne kursy integracyjne już się w Kucharach nie odbyły...:)

niedziela, 5 czerwca 2016

10 CZERWCA URODZINY LAMY TSECZU RINPOCZE

Lobpyn Tseczu Rinpocze i Maggie Lehnert

Piszę w wyprzedzeniem, bo mam mało czasu, a chciałabym się z Wami podzielić swoimi "wspominkami", związanymi z tym Wielkim Nauczycielem.
Był czerwiec rok 1993 i Inicjacja Kalaczakry w Kucharach - pierwsza taka Inicjacja poza Azją, w dziejach buddyzmu. Mimo, że wtedy już kilka lat miałam Schronienie, to nie spotkałam wcześniej lamy Tseczu. Jadąc na Inicjacje nie miałam też żadnych wyobrażeń ani oczekiwań odnośnie tego wydarzenia. Wtedy byłam częścia nielicznej Sangi w Elblągu i razem pojechaliśmy na to wydarzenie. Oczywiście "stopem", bo tak się wówczas podróżowało, zaledwie kilka osób w całej polskiej sandze miało samochody. Do tej pory jak przyjeżdżam do Kuchar zaskakuje mnie widok niekończących się parkingów z niekończącą się ilością samochodów, bo cały czas pamiętam, jak w czasie kursów były 2-3 auta, najczęściej małe fiaty :)
Więc gdy już piechotą dotarliśmy do Ośrodka nagle lunął naprawdę straszliwy deszcz, zrobiło się ciemno w środku dnia i nadeszła prawdziwa nawałnica, więc schowaliśmy się w głównym namiocie, który był wtedy jeszcze w fazie budowania. Pamiętam, że dostałam mocno w łeb taką ogromną, długą rurą, która wspierała jedną z części namiotu, a ja nieopatrznie podeszłam budowniczym pod nogi. Pomyślałam sobie wtedy: no fajny początek :)
Inicjacja trwała 3 dni, z czego tylko ostatni dzień wymagał długiego udziału nas wszystkich, poza tym snuliśmy się po terenie.
Wtedy w Elblągu była bardzo "artystyczna" Sanga, ok. 10 chłopaków z dredami, bębnami, gitarami. Mieli oni taki plan, żeby po Inicjacji jechać wspólnie do Holandii i tam grać na ulicach przez wakacje i w ten sposób zarobić pieniądze. Poprosili mnie, żebym z Lady Hannah Nydahl, która przyjechała z Rinpocze, "załatwiła" im wszystkim audiencje u Lamy, żeby mogli dostać blessing na powodzenie swoich planów. Jako, że sytuacja zbiegła się niemal dokładnie z datą oficjalnego utworzenia ośrodka w Elblągu, poszłam do Hannah i powiedziałam, że jesteśmy grupą z nowego Ośrodka, że bardzo byśmy chcieli dostać prywatny blessing od Lamy Tseczu, na co Hannah wyraziła zgodę.
Zatem ustaliłyśmy dzień i godzinę tej naszej "wizyty", tak aby nie kolidowała z planami Rinpocze. Umówionego dnia stawiliśmy się więc wszyscy, było to ok 10 kolegów, jedna koleżanka ze swoja małą wówczas córeczką, przed "Rinpoczówką" w Kucharach, która została właśnie wtedy wybudowana na potrzeby kursu, specjalnie dla Rinpocze.

Rinpoczówka.
Weszliśmy za Hannah do małego pokoju, gdzie na sofie siedział Rinpocze i w tej skondensowanej energii Wielkiego Lamy na małej powierzchni po prostu błogosławieństwo urywało łeb. Powiedziałam wówczas kim jesteśmy i o co prosimy, czyli to czego chłopcy chcieli, żebym powiedziała, a więc błogosławieństwa na pieniądze i działalność artystyczną:)))) Hannah nawet lekko się zdziwiła i zapytała: " a to wy jesteście jakąś grupą teatralną?" :))) Ja dodatkowo od siebie powiedziałam, że jesteśmy z ośrodka, który oficjalnie powstał dwa tygodnie wcześniej i że w związku z tym ja osobiście proszę Rinpocze o błogosławieństwo dla naszej dalszej aktywności. W każdym razie przekazała o co prosimy i wszyscy po kolei podchodzili do Rinpocze. 

Rinpocze i Lady Hannah Nydahl

Rinpocze długo każdego blesował, trzymając swoją jedną rękę na głowie, a drugą trzymając za rękę osoby która podeszła. Nie wiem ile to trwało, poczucie czasu w takich sytuacjach po prostu znika, nie można określić długości wydarzenia, bo wszystko jest bardzo mocne i trochę jak sen. I ja miałam coraz większe poczucie, że dzieje się coś niezwykłego w moim życiu. Pod koniec podeszła również do Rinpocze dziewczynka, która z nami była, lekko wtedy przerażona sytuacją, i dostała od Rinpocze wielką tabliczkę czekolady.

Rinpocze i Maggie przed Rinpoczowką ( i ja :))))

Na końcu przyszedł czas na mnie i , mimo, że nie dzielimy się takimi doświadczeniami, to muszę szczerze powiedzieć, że była to jedna z absolutnie wyjątkowych chwil w moim życiu, pierwsza kiedy tak bardzo poczułam co to oznacza, jak oświecony Nauczyciel koncentruje się tylko na tobie. Po prostu czas staje w miejscu, nie ma myśli, jest tylko błogie i wspaniałe poczucie ważności i absolutnej wyjątkowości tej sytuacji. Gdy, dziękując, wyszliśmy na zewnątrz, świeciło mocno piękne popołudniowe słońce i po prostu czułam, jakbym nagle nie była z materii i jakbym nie szła, ale unosiła się nad ziemią. Nie mogłam wydobyć z siebie słowa, szłam w kierunku dworku i tylko w myślach powtarzałam: "aha to tak wygląda nieuwarunkowane szczęście i błogość, której nikt i nic, żadna myśl ani wydarzenie, nie może zniszczyć. To uczucie lekkości ciała, bezcielesności właściwie, oraz to poczucie, że nie chodzę ale unoszę się nad ziemią towarzyszyło mi wiele kolejnych dni, zaczęło znikać dopiero po powrocie z kursu już w Elblągu.
Oczywiście towarzystwo "happy barbarians" rozdrapało dziecku czekoladę do ostatniego kawałka:)))) ja też wzięłam kawałek i czułam, że to właśnie co jem, jest jak nektar wyzwolenia i pokarm, który daje wszystko co najwspanialsze. Tak oto Rinpocze przedłużył swój blessing na kolejne godziny...
Gdy po kilku dniach skończyła się inicjacja i staliśmy w kolejce ze 2, 3 tysięcy osób do błogosławieństwa poczułam w głębi serca wielką wdzięczność i potrzebę, że chciałabym koniecznie coś dać Rinpocze. Zapytałam bardziej doświadczonego kolegi, co można dać Lamie, szczególnie w warunkach kiedy nie ma sklepów, jest się w szczerym polu i prezent potrzebny jest na już :)
Ów kolega powiedział: "no na przykład możesz dać kwiatki..." Więc niewiele myśląc pobiegłam na pobliską łąkę i nazrywałam białych małych polnych stokrotek, z których zrobiłam mikroskopijnej wielkości bukiecik. I gdy nadeszła moja kolej stanęłam przed Rinpocze i po blessingu bez słowa, cała zatkana i wzruszona, dałam ten skromniutki, maleńki bukiecik Lamie. I pamiętam tylko, że Lama podniósł głowę i spojrzał mi w twarz. Jego oczu i  tego niesamowitego spojrzenia, życzę każdemu praktykującemu i nie zapomnę do końca życia.... Była w tym taka moc, miłość, współczucie, całe dobro wszechświata.... Rinpocze kwiatki przyjął jak cenny prezent i ja miałam takie poczucie, że ten prezent spodobał się Rinpocze:)))

Lobpyn Tseczu Rinpocze

Więc dalej, przepełniona nieznanym mi wcześniej niesamowitym szczęściem i błogością, snułam się po Kucharach ciągle czując że unoszę się nad ziemią :)
Podczas tego kursu przydarzyła mi się jeszcze jedna niesamowita sytuacja. Otóż w noc przed ostatnią, 3, główną częścią Inicjacji, postanowiłam, nie wiedzieć czemu, spać w głównym namiocie. Wzięłam spiworek i tam się udałam na nocleg. I ok. 2 lub 3 w nocy, w kompletnej ciszy, zobaczyłam jak do namiotu wchodzi Rinpocze ze swoim pomocnikiem, podchodzi do ołtarza, siada przed nim i medytuje. I to było niesłychane, jak prezent wszystkich Buddów, móc uczestniczyć w takiej pełnej wielkiej mocy, sytuacji. Cisza, noc, wielki, prawie pusty namiot i medytujący przed ołtarzem Rinpocze....

Lama Tseczu Rinpocze, Lama Ole i Lady Hannah Nydahl

Później dowiedziałam się, że to jest częścią Inicjacji Kalaczakry, że ostatniego, najważniejszego dnia, kiedy uczniowie wchodzą do namiotu o 10 rano, Lama medytuje już wtedy wiele godzin, a my przychodzimy potem już w tak przygotowane pole mocy....
I potem, kiedy Rinpocze odjeżdżał spod Rinpoczówki, otoczony tłumem żegnających go uczniów, wszyscy byliśmy bardzo wzruszeni i z łezką w oku.... Ale pamiętam że wtedy razem z Rinpocze do samochodu podeszła Maggie, która nie jechała dalej z Lamą, i wtedy zobaczyłam Jej twarz, kompletnie i całkowicie zalaną łzami. I wtedy zrozumiałam jak to jest kiedy żegnamy się z naszym rdzennym Lamą, a nasz związek z Nim jest wyjątkowo mocny......

Wspaniała Maggie Lehnert

Jej twarz poruszyła mnie bardzo, było w tym płaczu tyle szczerości, tęsknoty, bólu rozstania. I to wszystko bardzo prawdziwe, bez żadnego udawania, takie bardzo prywatne wydarzenie mające miejsce w otoczeniu tłumu ludzi....
Wtedy dostałam od Maggie wielki prezent w postaci doświadczenia i zauczestniczenia w stuacji, kiedy najbliższy uczeń musi rozstać się ze swoim Mistrzem i patrząc na Maggie, co bardzo poruszyło moje serce, pomyślałam i doświadczyłam dzięki Niej wówczas: "Oto właściwy, prawdziwy, wyjątkowy i modelowy przykład związku między uczniem a Nauczycielem w naszej cenniejszej niż najcenniejszy skarb Diamentowej Drodze."

Rinpocze i Lama Ole

Rinpocze i Lama Ole
Rinpocze i Lama Ole pożegnanie....