piątek, 6 maja 2016

17 KARMAPA ŚWIĘTUJEMY DZIŚ JEGO 33 URODZINY

Z tej okazji takie oto mi się przypomniało wydarzenie... W roku 2008 byłam już naprawdę poważnie chora, zbliżały się wakacje i pierwszy w EC kurs z Karmapą. I Wojtus Tracewski, po konsultacji z Adasiem Jankiewiczem postanowili, że ostatnią rzeczą jakiej jeszcze w swoim życiu nie zrobiłam odnośnie leczenia mojej głowy jest spotkanie z Karmapą. Ja oczywiście ani myślałam się wybierać do EC.... byłam raczej do transportu karetką do szpitala, niż pakowania się do samolotu... Więc oni postanowili za wiele mi nie mówić, żebym kategorycznie nie odmówiła takiego szaleństwa.....Ale nasza kochana Myszka od razu, bez mojej wiedzy oczywiście, zakupiła mi bilety. No i następie odbyłam wspaniałą, jak zawsze inspirującą i jak zawsze bardzo ważną, rozmowę z Wojtkiem Tracewskim. To jest ktoś na tyle wyjątkowy w moim życiu i tak bardzo ważny, że oboje dobrze wiemy, że zgodzę się na wszystko, co będzie chciał. I Wojtek zaproponował, że wyjedzie po mnie w Niemczech na lotnisko sam swoim autem - czyli zrobi w tym celu ponad 200km w jedną stronę - wytaszczy mnie z tego samolotu, przetransportuje do EC, będę miała spanie pod dachem. słowem wszystkie luksusy. I  dodał że negocjacje z Caty trwają już teraz cały czas i że On zrobi wszystko żeby się udało.....Więc sprawa stała się absolutnie jasna, chociaż byłam w takim stanie że i tak wydawało mi się to absolutnie wysiłkiem ponad moje możliwości, jakąś kompletną abstrakcją, but anyway... as always Let's trust the Space ..... ( let's trust Tracewski :) )
Kiedy procedura dotarcia do EC się odbyła i już zostałam umieszczona na materacyku w puściutkim jak na 6 tys. osób dookoła, dormitorium dla starych i chorych, po prostu postanowiłam przeleżeć tak cały kurs, bo na nic innego nie miałam ani odrobiny siły. Wiedziałm, że Wojtek negocjuje z Caty i wiedziałam że na 99.99% nic nie wynegocjuje, więc spokojnie w dresiku i śpiworku z korkami w uszach, zasłonką na oczy i wyłączonym telefonem, tak sobie leżałam. 
Nagle ok. 14 godziny, postanowiłam się jakoś troszkę zobaczyć czy żyję, włączyłam telefon a tu 100 nieodebranych połączeń od wszystkich możliwych przyjaciół oraz 100 sms-ów, jeden od Wojtka, że na godz. 14 jestem umówiona na blessing do Karmapy.
Miałam tak mało siły w ciele, że nawet nie myślałam nic. Umyłam tylko zęby i tak jak wstałam z tego śpiwora tak powlokłam się do głównego budynku w którym byłam pierwszy raz, w którym było tysiąc drzwi, nikogo o nic zapytać, więc tak się tak snułam o 14-tej. W końcu, ktoś mnie zauważył i powiedział że Karmapa już czeka.... Więc weszłam do wielkiego salonu, przy drzwiach siedziała Caty oraz brat Karmapy. Powiedziałam grzecznie "dzień dobry" i wtedy zobaczyłam Karmapę....
Siedział nieco w głębi pokoju na fotelu, obok stała sofa no więc znowu, usiadłszy na sofie powiedziałam dzień dobry i opisałam swoją, trwającą już wtedy ze 20 lat, chorobę.
Ale jak to wszystko tak opowiadałam, a Karmapa uważnie słuchał, to tylko Karmapa i tylko ja, i Buddowie, wiedzieli co ja mam w głowie. Więc po pewnym czasie Karmapa się po prostu zaczął ze mnie śmiać.... I już wtedy wiedziałam, że wie wszystko..... Potem już rozmawialiśmy, o tym co zrobić, by nie mieć problemów zdrowotnych, dostałam też bardzo konkretne osobiste rady. I gdy przyszła pora, dostałam blessing i podziękowałam za wszystko i Karmapa i ja wtedy już też, wybuchnęliśmy śmiechem.....
I gdy szlam już do drzwi to z każdym, ale to dosłownie każdym krokiem czułam, jak moje ciało odzyskuje normalną siłę i energię, o jakiej już nie pamiętałam, że w ogóle człowiek może mieć.... Przez lata chorowania zapomina się jak funkcjonuje zdrowe ciało. W każdym razie po wyjściu z głównego budynku byłam już: całkowicie zdrowa, przeszczęśliwa, tryskająca energią, wiedziałam nagle że bieganie po górkach w EC to czysta przyjemność, miałam siłę na wszystko, wręcz kipiałam energią. Więc już w skrócie:
- zaliczyłam cały popłudniowo - wieczorny program, wykłady Lamy wysiedziane do końca, ja normalnie ubrana i ogarnięta jak normalna kobieta...
- po tym ok 1 w nocy, zaliczyłam calą imprezę, z tańcami na stołach, krzesłach, głośnikach i innych niemieckich meblach, choć byłam zupełnie trzeźwa...
- ok 4 - 5 zaczęłąm zauważać że zostaję coraz bardziej sama więc włóczyłam się od kąta do kąta żeby z kimś pogadać, na szczęście trafłam na Tracewskiego.....
- o 5 -6 postanowiłam iść spać, wyszłam z namiotu i schodzilam w dół. I wtedy z każdym, ale to dosłownie z każdym krokiem czułam, jak okropnie i coraz gorzej, zaczyna mnie boleć głowa, jak ubywa mi sił, jak przestaję iść a zaczynam się wlec, i jak dotarłam do dormitorium to już pierwsze kroki od razu skierowałam do toalety żeby sobie porządnie powymiotować......
Tego dnia zrozumialam więcej o swojej niewiedzy niż kiedykolwiek przedtem, aż do teraz...... bo w końcu nie wiadomo jakie nauki przyniesie nam życie jutro.....
I gdy już sobie leżałam przebrana i w śpiworku, po uprzednim przyjęciu.... no nie powiem wam ilu zastrzyków, czpoków, leków doustnych.... 
Więc gdy już sobie tak leżałam przebrana i w śpiworku z totalnym pożarem w moim mózgu, czekając aż leki zadziałają, czułam w tym całym cierpieniu, jak bardzo, jak bezgranicznie bardzo jestem szczęśliwa..... Dziwny stan połączenia totalnego bólu i błogostanu jednocześnie....

Z okazji Twoich 33 urodzin dziękuję Ci Najdroższy Karmapo, dziękuję Ci za tamten niezapomniany do końca życia dzień...... Dziękuję Ci za wszystko to o czym wiesz tylko Ty i tylko ja, oraz Buddowie.....


I jeszcze jedna taka sytuacja z tamtego dnia... Nie wiedziałam czy Wam o tym pisać, bo duma nie śpi..... :) Ale co tam... :)   Więc następujący fakcik miał miejsce tego szalonego popołudnia i wieczoru... Otóż ja wychodząc od Karmapy, podarowałam mu prezent, myślę, że w klimacie jaki tam w tym kąciku, panował...Prezencik opakowany był został w torebeczkę z napisami "Polska" w wielu językach świata..... I kiedy ok 16 - 17, nasza ukochana i najwspanialsza na świecie Myszka, wpadła do głównego namiotu, to przyleciała do mnie i mówi taka szczęśliwa: a wiesz Karmapa właśnie powiedział podczas lanczu, że chętnie przyjechałby w 2009 roku do Polski.... 
Tak też się stało i dzięki temu w słoneczny poniedziałek 13 lipca 2009 roku Karmapa po raz pierwszy odwiedził nasz Ośrodek w Gdańsku, i wiem że go polubił.... a dlaczego to naprawdę to wie tylko Karmapa, ja się jedynie domyślam, oraz wiedzą Buddowie......

Wspaniałego dnia życzę dziś Wam wszystkim i pozdrawiam Was bardzo gorąco w ten szczególny dzień dla historii buddyzmu na Świecie.



13.07.2009 wizyta 17 Karmapy w Ośrodku w Gdańsku

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz