sobota, 14 maja 2016

DLACZEGO TAK BARDZO KOCHAM TO MAŁE WIELKIE PAŃSTWO

Kiedy Lama Ole w 2005 roku wysłał mnie z wykładami do Izraela, nie specjalnie miałam jakiś emocjonalny stosunek do tego wydarzenia, mimo że wcześniej nigdy w Izraelu nie byłam i miałam raczej bardzo mgliste pojęcie na temat własnego pochodzenia. Tak mgliste, że aż żadne.... Martwiłam się głównie tym, żeby wziąć odpowiednio dużo wszelkich leków na przetrwanie 10 dni w tym "obcym państwie", co z kolei pozwoli mi zrealizować cały, dość rozbudowany, program, który mi zafundowali... wiadomo Żydzi, nie ma lekko... jak w wieku 18 lat nie masz jeszcze nagrody Nobla to mama już strzela fochy :)

Ale już wtedy byłam coraz bardziej chora, to był taki przełomowy rok, że mi się bardzo wtedy pogorszyło. Więc, mimo, że przed samym wyjazdem spotkałam się z Kasią Białą i ona zachwalała i zachwycała się wszelkimi urokami turystycznymi tego kraju, ja sobie tylko po cichu myślalam: "ojej o czym Ona mówi, przecież dla mnie to będzie walka o przetrwanie, o przeżycie, survival, a nie jakaś wycieczka...... Bo wszystkie radości życia biorą się ze zdrowego ciała..... ale zdrowi ludzie o tym nie wiedzą i oby było ich jak najwięcej....
Ale wracając do tematu  - nad ranem przyjechałam do Ośrodka w Tel - Avivie i od razu 100% porozumienia z mieszkańcami. Wszyscy to emigranci z Rosji więc ta szczególna wibracja na poziomie wzajemnej totalnej otwartości pojawiła się w ułamku sekundy. Była chyba 5 nad ranem i jak usiadłam w kuchni poczułam się naprawdę szczęśliwa, ale to naprawdę tak totalnie i całkowicie szczęśliwa.... i to było to uczucie które z wtedy zapamiętałam i pamiętam do dziś dnia.... i pomyślałam sobie wtedy "Lamo z całego serca dziękuję Ci za ten prezent". Wtedy w ośrodku mieszkał Sergiej Katz, i chyba się ze mną zgodzi, że czujemy się jak brat z siostrą zawsze, gdy zdarzy nam się gdzieś spotkać, i wtedy też tak było mimo, że widzieliśmy się wówczas pierwszy raz i nie mieliśmy pojęcia o swoim istnieniu.

Wieczorem w Ośrodku odbył się pierwszy wykład, mój angielski jak zwykle pozostawiał dużo do życzenia, no ale cóż... miałam kolejną szansę publicznie pochwalić się swoim lenistwem,,,, to strasznie niefajne uczucie...
I na ten wykład zjechała chyba cała Sanga Izraelska. To jest mały kraj więc wszędzie jest dość blisko, a zważywszy na to, że wszyscy Sangowicze mieszkali wcześniej w Rosji... no to oni mają inne poczucie odległości. Np ktoś mi parę lat temu powiedział: "A wiesz kupiliśmy ziemię na ośrodek odosobnieniowy POD Moskwą" Ja na to: "No to super, a jak daleko od Moswy? " " jakieś 300 km..."
Więc w ten jeden z najcudowniejszych wieczorów mojego życia poznałam chyba większość Izraelskich Sangowiczów. No i po wykładzie, wiadomo, jakaś delikatna balanga, ja oczywiście już po cichu kombinowałam jak tu niezauważalnie pójść spać... ale wtedy Sergiej zaproponował nam, żebyśmy poszli do centrum miasta i weszli na dach takiego drapacze chmur. Sergiej miał dostęp do budynku, bo był tam ochroniarzem. No więc nie mogłam powiedzieć nie. I to był jeden z najważniejszych momentów w moim życiu. Była jakoś tak 2 w nocy i szliśmy wszyscy ulicami Tel - Aviviu i to co wtedy przeżyłam przekroczyło wszystkie moje koncepcje... Nasze towarzycho szło przodem śmiejąc się i popijając browarki, już na mocnym rozluźnieniu.... A ja patrzyłam na całe rzędy knajpek, restauracji większych i mniejszych, które mijaliśmy po drodze, i poprzez ogromne okna widziałam jak tam w środku jest wielu siedzących, śmiejących się, jedzących i rozmawiających ludzi. Ludzi w wieku moich rodziców..... I  pewnym momencie, to było silniejsze ode mnie, po prostu łzy lały mi się strumieniami,  bez żadnej możliwości zapanowania nad tym zjawiskiem.... Na szczęście chyba nikt nie zauważył bo szłam sobie na końcu naszej ekipy, coraz wolniej i starałam się jakoś ukryć się, co się chyba udało. I to był pierwszy raz kiedy poczułam, że ci wszyscy ludzie: starsi i młodsi, rozmawiający i śmiejący się TO JEST MOJA NAJBLIŻSZA, NAJDROŻSZA, NAJUKOCHAŃSZA RODZINA - ta jej część, której nigdy nie poznałam, nie poznam, ale przez to właśnie w jednej chwili wszystkie te niezrealizowane uczucia przelałam na nich. Patrzyłam i myślałam a raczej czułam bardzo ale to bardzo głęboko w sercu: "o to jest moja ciotka z mężem, a to babcia z dziadkiem i licznym rodzeństwem mojej mamy, a to kuzynki i kuzyni, siostrzenice, bratanice ect. Łzy lały mi się jak nigdy przedtem i nigdy potem. Wysyłałam tylko życzenia, żeby nikt z naszych tego nie zauważył, bo to było niewytłumaczalne, i chyba na blessie Buddow się udało. I wtedy właśnie zrozumiałam, a raczej poczułam do szpiku kości, że jestem także Żydówką..... Że jestem tylko w połowie Polką, a w połowie Żydówką.....Wszystkie życiowe klocki zaczęły mi się układać w całość.... To było jedno z najsilniejszych niebuddyjskich doświadczeń w moim życiu....
So Happy Birthday Israel - 14.05.1948 - wtedy powstał ten mały kraj, który, mimo, że jest w stanie ciągłego zagrożenia ze strony dokładnie wszystkich sąsiadów, daje tak wielu ludziom na całym świecie poczucie, że jednak mają dokąd pójść, jeśli szaleństwo zapanuje nad mądrością......

I od wtedy, od tej lutowej nocy 2006 roku, tak bardzo pokochałam ten mały, Wielki Kraj, o którym Lama Ole napisał mi w któryś z maili:"This is very important. Because Israel saves Europe"

piątek, 6 maja 2016

17 KARMAPA ŚWIĘTUJEMY DZIŚ JEGO 33 URODZINY

Z tej okazji takie oto mi się przypomniało wydarzenie... W roku 2008 byłam już naprawdę poważnie chora, zbliżały się wakacje i pierwszy w EC kurs z Karmapą. I Wojtus Tracewski, po konsultacji z Adasiem Jankiewiczem postanowili, że ostatnią rzeczą jakiej jeszcze w swoim życiu nie zrobiłam odnośnie leczenia mojej głowy jest spotkanie z Karmapą. Ja oczywiście ani myślałam się wybierać do EC.... byłam raczej do transportu karetką do szpitala, niż pakowania się do samolotu... Więc oni postanowili za wiele mi nie mówić, żebym kategorycznie nie odmówiła takiego szaleństwa.....Ale nasza kochana Myszka od razu, bez mojej wiedzy oczywiście, zakupiła mi bilety. No i następie odbyłam wspaniałą, jak zawsze inspirującą i jak zawsze bardzo ważną, rozmowę z Wojtkiem Tracewskim. To jest ktoś na tyle wyjątkowy w moim życiu i tak bardzo ważny, że oboje dobrze wiemy, że zgodzę się na wszystko, co będzie chciał. I Wojtek zaproponował, że wyjedzie po mnie w Niemczech na lotnisko sam swoim autem - czyli zrobi w tym celu ponad 200km w jedną stronę - wytaszczy mnie z tego samolotu, przetransportuje do EC, będę miała spanie pod dachem. słowem wszystkie luksusy. I  dodał że negocjacje z Caty trwają już teraz cały czas i że On zrobi wszystko żeby się udało.....Więc sprawa stała się absolutnie jasna, chociaż byłam w takim stanie że i tak wydawało mi się to absolutnie wysiłkiem ponad moje możliwości, jakąś kompletną abstrakcją, but anyway... as always Let's trust the Space ..... ( let's trust Tracewski :) )
Kiedy procedura dotarcia do EC się odbyła i już zostałam umieszczona na materacyku w puściutkim jak na 6 tys. osób dookoła, dormitorium dla starych i chorych, po prostu postanowiłam przeleżeć tak cały kurs, bo na nic innego nie miałam ani odrobiny siły. Wiedziałm, że Wojtek negocjuje z Caty i wiedziałam że na 99.99% nic nie wynegocjuje, więc spokojnie w dresiku i śpiworku z korkami w uszach, zasłonką na oczy i wyłączonym telefonem, tak sobie leżałam. 
Nagle ok. 14 godziny, postanowiłam się jakoś troszkę zobaczyć czy żyję, włączyłam telefon a tu 100 nieodebranych połączeń od wszystkich możliwych przyjaciół oraz 100 sms-ów, jeden od Wojtka, że na godz. 14 jestem umówiona na blessing do Karmapy.
Miałam tak mało siły w ciele, że nawet nie myślałam nic. Umyłam tylko zęby i tak jak wstałam z tego śpiwora tak powlokłam się do głównego budynku w którym byłam pierwszy raz, w którym było tysiąc drzwi, nikogo o nic zapytać, więc tak się tak snułam o 14-tej. W końcu, ktoś mnie zauważył i powiedział że Karmapa już czeka.... Więc weszłam do wielkiego salonu, przy drzwiach siedziała Caty oraz brat Karmapy. Powiedziałam grzecznie "dzień dobry" i wtedy zobaczyłam Karmapę....
Siedział nieco w głębi pokoju na fotelu, obok stała sofa no więc znowu, usiadłszy na sofie powiedziałam dzień dobry i opisałam swoją, trwającą już wtedy ze 20 lat, chorobę.
Ale jak to wszystko tak opowiadałam, a Karmapa uważnie słuchał, to tylko Karmapa i tylko ja, i Buddowie, wiedzieli co ja mam w głowie. Więc po pewnym czasie Karmapa się po prostu zaczął ze mnie śmiać.... I już wtedy wiedziałam, że wie wszystko..... Potem już rozmawialiśmy, o tym co zrobić, by nie mieć problemów zdrowotnych, dostałam też bardzo konkretne osobiste rady. I gdy przyszła pora, dostałam blessing i podziękowałam za wszystko i Karmapa i ja wtedy już też, wybuchnęliśmy śmiechem.....
I gdy szlam już do drzwi to z każdym, ale to dosłownie każdym krokiem czułam, jak moje ciało odzyskuje normalną siłę i energię, o jakiej już nie pamiętałam, że w ogóle człowiek może mieć.... Przez lata chorowania zapomina się jak funkcjonuje zdrowe ciało. W każdym razie po wyjściu z głównego budynku byłam już: całkowicie zdrowa, przeszczęśliwa, tryskająca energią, wiedziałam nagle że bieganie po górkach w EC to czysta przyjemność, miałam siłę na wszystko, wręcz kipiałam energią. Więc już w skrócie:
- zaliczyłam cały popłudniowo - wieczorny program, wykłady Lamy wysiedziane do końca, ja normalnie ubrana i ogarnięta jak normalna kobieta...
- po tym ok 1 w nocy, zaliczyłam calą imprezę, z tańcami na stołach, krzesłach, głośnikach i innych niemieckich meblach, choć byłam zupełnie trzeźwa...
- ok 4 - 5 zaczęłąm zauważać że zostaję coraz bardziej sama więc włóczyłam się od kąta do kąta żeby z kimś pogadać, na szczęście trafłam na Tracewskiego.....
- o 5 -6 postanowiłam iść spać, wyszłam z namiotu i schodzilam w dół. I wtedy z każdym, ale to dosłownie z każdym krokiem czułam, jak okropnie i coraz gorzej, zaczyna mnie boleć głowa, jak ubywa mi sił, jak przestaję iść a zaczynam się wlec, i jak dotarłam do dormitorium to już pierwsze kroki od razu skierowałam do toalety żeby sobie porządnie powymiotować......
Tego dnia zrozumialam więcej o swojej niewiedzy niż kiedykolwiek przedtem, aż do teraz...... bo w końcu nie wiadomo jakie nauki przyniesie nam życie jutro.....
I gdy już sobie leżałam przebrana i w śpiworku, po uprzednim przyjęciu.... no nie powiem wam ilu zastrzyków, czpoków, leków doustnych.... 
Więc gdy już sobie tak leżałam przebrana i w śpiworku z totalnym pożarem w moim mózgu, czekając aż leki zadziałają, czułam w tym całym cierpieniu, jak bardzo, jak bezgranicznie bardzo jestem szczęśliwa..... Dziwny stan połączenia totalnego bólu i błogostanu jednocześnie....

Z okazji Twoich 33 urodzin dziękuję Ci Najdroższy Karmapo, dziękuję Ci za tamten niezapomniany do końca życia dzień...... Dziękuję Ci za wszystko to o czym wiesz tylko Ty i tylko ja, oraz Buddowie.....


I jeszcze jedna taka sytuacja z tamtego dnia... Nie wiedziałam czy Wam o tym pisać, bo duma nie śpi..... :) Ale co tam... :)   Więc następujący fakcik miał miejsce tego szalonego popołudnia i wieczoru... Otóż ja wychodząc od Karmapy, podarowałam mu prezent, myślę, że w klimacie jaki tam w tym kąciku, panował...Prezencik opakowany był został w torebeczkę z napisami "Polska" w wielu językach świata..... I kiedy ok 16 - 17, nasza ukochana i najwspanialsza na świecie Myszka, wpadła do głównego namiotu, to przyleciała do mnie i mówi taka szczęśliwa: a wiesz Karmapa właśnie powiedział podczas lanczu, że chętnie przyjechałby w 2009 roku do Polski.... 
Tak też się stało i dzięki temu w słoneczny poniedziałek 13 lipca 2009 roku Karmapa po raz pierwszy odwiedził nasz Ośrodek w Gdańsku, i wiem że go polubił.... a dlaczego to naprawdę to wie tylko Karmapa, ja się jedynie domyślam, oraz wiedzą Buddowie......

Wspaniałego dnia życzę dziś Wam wszystkim i pozdrawiam Was bardzo gorąco w ten szczególny dzień dla historii buddyzmu na Świecie.



13.07.2009 wizyta 17 Karmapy w Ośrodku w Gdańsku

czwartek, 5 maja 2016

FOR THE SON OF CZENREZIG AND ONLY FOR HIM

This is the second part of our celebration of the 17 Karmapa Birthday. But please, this is something only The Son Of Czenrezig should hear.....

..... and what I want to share with You now is a very deep secret...... 


"Przybylibyście do Rumteku spotkać H.H.16 Karmapę. Zobaczylibyście Człowieka, który śmiał się tak, że było Go ​słychać pięć domów dalej. Zobaczylibyście taki ogrom mocy, jakiego nikt nigdy wcześniej z was nie widział. Zobaczylibyście Człowieka, którego wibracja stopniowo powbijałaby was w ściany. I to wszystko wydarzało się wyłącznie i tylko, z powodu Jego mocy. Nigdy wcześniej nie spotkałem takiego Człowieka. Widziałem wszystkich wysokich Rinpocze, wszystkich innych wielkich Lamów, ale nigdy nie widziałem nikogo takiego jak On. Nie było nikogo z podobną mu mocą, z podobną siłą Jego błogosławieństwa, z podobną, niewiarygodną energią. Czegoś takiego nigdy nie widziałem. "  
Lama Ole Nydahl , 30 marca 1996 roku na Międzynarodowej Konferencji Karma Kagyu , New Delhi



....so the 17 Karmapa is exactly the same..........

This is my special gift for You in this one of the most happy and most impotant day of my entire life.......

FOR THE SON OF CZENREZIG

“You would come in [to Rumtek Monastery], you would see H.H. the 16 KARMAPA. 


You would see a man who could laugh so that you could hear it five houses away. You’d see a house of power, something you’d never seen before. If he were here now, everybody would gradually vibrate against the walls. I promise you that, just from his power. I’ve never seen anybody like him. I’ve seen all the high Rinpoches, all the Holinesses, but I’ve never seen anybody like him – nobody with his power, nobody with his blessing, nobody with his energy, that I’ve never seen.”
– Lama Ole Nydahl, 30 March 1996 at the International Karma Kagyu Conference, New Delhi




Tomorrow there is 33 Birthday of 17 Karmapa. So, my Dearest Son of the Budda, let's celebrate this in that way
:)  <3 


niedziela, 1 maja 2016

FOR THE SON OF CZENREZIG

'The Great Seal is without any limitations. Its basis is space, the buddha nature of every sentient being, mind’s inborn and limitless awareness. Its path is the awakening of devotion and use of the conscious power contained in body, speech, and mind. And its goal is timeless spaceawareness— fearless, joyful, and compassionate. Experiencer, object experienced, and experience here become one, and whatever happens or doesn’t happen is mind´s free play.'Lama Ole Nydahl

What do you think about This my most precious son of the Buddha????
Sounds good, extremely good or ecstatically 
good???? 
Isn't it the absolutely best information You have ever heard in Your life ????
So think about it as often as you can in the comming future, cause time goes by so very very quickly......


And ALWAYS remember:
"Everything is the art of what's possible, and what we want."Lama Ole Nydahl

So what do You want my So Special Everythig..... what do YOU want ?.......