niedziela, 17 kwietnia 2016

HANNAH NYDAHL, CZY JAK MÓWIŁ O NIEJ SZAMARPA, LADY HANNAH NYDAHL

Dziś, 17.04.2016, skończyłaby 70 lat....
Pamiętam świetnie nasze ostatnie spotkanie... Była połowa września 2006 roku. Kopenhaga. Zaczynałam w następnych dniach trasę po ośrodkach. Wiedzieliśmy już, że Hannah jest chora, ale wszyscy mieliśmy nadzieję, że wyzdrowieje. 
Hannah i Lama Ole byli wtedy w Ośrodku, na bardzo ścisłym odosobnieniu, nikogo nie widywali, medytowali całymi dniami... Ale raz dziennie, jak była ładna pogoda, robili sobie wspólny spacer nad morze, zawsze wtedy szli sami, nie chcieli towarzystwa.
Oczywiście nie myślałam i nie marzyłam nawet, że ich w ogóle zobaczę, bo też całkowicie gdzie indziej byłam zakwaterowana. I strasznie, ale to naprawdę strasznie, bałam się tej trasy, totalna panika. Więc 3 pierwsze dni pobytu w Danii spędziłam w Kopenhaskiej Wspaniałej Gompie od rana do wieczora robiąc medytację Diamentowego Umysłu, żeby się jakkolwiek, ale choć trochę, doprowadzić do pionu. Pierwszy wykład w Kopenhadze... totalna porażka:))))
ze stresu ledwo bełkotałam po angielsku. Myślę, że był to to najgorszy wykład, jaki do tej pory udało mi się popełnić :) No może za wyjątkiem jeszcze jednego...

Więc w owe bardzo ciepłe, słoneczne popołudnie, medytując, czasem szłam do kuchni zrobić sobie herbatę. I nagle do kuchni wpada Lama Ole, to było cudowne, całkowicie niespodziewane. Lama od razu mnie złapał i podniósł do sufitu:) I po chwili weszła Hannah. Okazało się, że właśnie idą na spacer. I Lama zapytał czy mam ochotę z nimi pójść... Buddystom nie muszę chyba mówić, co to była dla mnie za radość...
Szliśmy najpierw razem, rozmawiałam z Lama, który pytał mnie o rożne rzeczy, dotyczące mojego prywatnego życia. Byłam szczerze zaskoczona i rozbawiona, co też ludzkie pomieszanie jest w stanie wyprodukować :)))) 
I po rozmowie Lama zaczął biec do przodu, Hannah i ja szłyśmy powoli, potem przybiegał z powrotem do nas, okrążał nas cały czas w biegu i znowu dawał dalej do przodu, i tak wyglądała cała nasza droga nad morze. Szłam z Hannah i próbowałam z nią porozmawiać, o coś zapytałam. I wtedy zrozumiałam, że ona nie ma siły iść i mówić jednocześnie. Dla zdrowego człowieka to jest być może niezrozumiale, ale ja natychmiast to wyłapałam i dalej już sobie powolutku szłyśmy w ciszy.
Gdy dotarliśmy nad morze Lama Ole i Hannah promieniowali szczęściem i radością. Lama Ole od razu zaczął nabijać się z Duńczyków pokazując mi liczne łodzie motorowe, przycumowane jedna obok drugiej, aż po horyzont.
Potem wracaliśmy podobnie, Ole biegł, a my spacerkiem szłyśmy, już pilnowałam żeby iść bardzo powoli. I nagle Hannah cichym głosem zaczęła mi opowiadać różne historie... I kiedy dotarliśmy do Ośrodka, w świetle cudownego słońca pożegnałam się najpierw z Lamą, który powiedział: "jak jakiś Duńczyk będzie dla ciebie niemiły to koniecznie mi powiedz, a skopie mu tyłek:))))"

I potem podeszłam do Hannah i bardzo mocno się do niej przytuliłam i nawet nie pamiętam czy cokolwiek powiedziałyśmy, bo blessing był tak potężny, że było tylko tu i teraz... 
Potem, powoli się oddalając, spojrzałam na Nich dwoje, jak stoją na schodach, na tle drzwi wejściowych do historycznego, symbolicznego, Kopenhaskiego Ośrodka, oboje w blasku słońca, obje uśmiechnięci.... I ten widok pamiętam do dziś tak, jakby to się wydarzyło przed chwilą.
I to był ostatni raz kiedy miałam ten wielki zaszczyt widzieć Lady Hannah Nydahl. Do dziś uważam ten dzień, za jeden z najszczęśliwszych w moim życiu.


To zdjęcie mam przy łóżku, nad głową. Moja najwspanialsza strażniczka, nauczycielka,  najważniejsza kobieta w moim życiu.


Svanemøllevej 56 - Copenhagen


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz