sobota, 26 grudnia 2015

Z OKAZJI ŚWIĄT - PRZEWROTNA REFLEKSJA NA TEMAT WIARY CZ.1

Otóż polecam wszystkim książkę "Maszyna do robienia manny" autorstwa Georga Sassoon'a i Rodneya Dale, dwóch inżynierów, którzy postanowili rozwiązać zagadkę tajemniczej manny, którą, jak wierzy się do dziś, zsyłał Izraelitom do jedzenia Bóg codziennie przez 40 lat ich tułaczki po pustyni Synaj. 
Jak wiadomo z Biblii, szczególnie z Księgi Wyjścia, Mojżesz na rozkaz kogoś kto mu się pojawił w postaci gorejącego krzaka, wyprowadził plemię Izraelitów z Egiptu do Ziemi Obiecanej. Egipcjanie nie chcieli pozwolić swoim niewolnikom opuścić ich terytorium, jednak wówczas spadły na nich tak liczne plagi, że w końcu zezwolili Mojżeszowi wraz z grupą około 600 rodzin opuścić Egipt.
Przez kolejne 40 lat Izraelici wędrowali po pustyni i tu pojawił się najważniejszy i najtrudniejszy do rozwiązania problem, problem jedzenia. Mojżesz ten problem rozwiązał prawdopodobnie prosząc o pomoc tego, który pojawił się mu już wcześniej. Od tego momentu Izraelici byli codziennie karmieni pożywieniem zwanym manną, która według wierzeń spadała z nieba na ziemię jako dar od Boga. Autorzy książki "Maszyna do robienia manny" zauważyli, że Biblia bardzo niewiele mówi o tajemniczej mannie. Dotarli zatem do księgi Zohar,w której znaleźli znacznie więcej informacji na ten temat. Najbardziej zainteresowało ich kilka stron opisu całego procesu żywienia Izraelitów. Jest to fragment Zoharu, który uchodził za najtrudniejszy do interpretacji, a w zasadzie całkowicie przez wieki nierozumiany ani dla teologów, ani dla rabinów czy dla filozofów. Jednak autorzy książki, jako, że byli inżynierami, udowodnili że owe kilka niezrozumiałych stron jest opisem jakiejś bardzo wyjątkowej maszyny, którą nawet w naszych czasach trudno by było zbudować, chociaż autorzy udowadniają, że teoretycznie jest to możliwe. Maszyna była opisana przez tych co ją oglądali jako bóg. Różne jej części opisywali częściami ciała człowieka. Cóż, nie znali wówczas terminologii technicznej i używali do opisu słów i analogii znanych im z codziennego życia. Stąd maszyna miała, według ich opisu głowę, a właściwie kilka głów, kręconą, gęstą brodę, tułów oraz, co najbardziej dziwne i wprowadzające wielu w zakłopotanie, na dole była zakończona dwoma jądrami, w których manna całą dobę się gromadziła, żeby z rana, poprzez rurę, którą uznali za penisa, pokarm wydostał się na zewnątrz. I tak przez 6 dni w tygodniu, Izraelici dostawali przydział jedzenia, którym każdy mógł najeść się do syta. W piątek dostawali podwójny przydział żywności, ponieważ maszyna w soboty nie produkowała manny, gdyż w ten dzień była systematycznie czyszczona. 
Maszynę obsługiwali nieliczni, przeszkoleni Izraelici, a uruchomić ją potrafił tylko sam Mojżesz. 

Według autorów książki maszyna owa  musiała wyglądać mnie więcej w ten sposób:
Mojżesz trzymał maszynę w specjalnie zbudowanych namiotach, za ogrodzeniem z dala od oczu i siedzib ludzkich. Namioty Izraelitów były oddalone ok 1000 metrów od miejsca usytuowania tak zwanego "przybytku Mojżeszowego".

A cała budowla wyglądała mniej więcej tak:




W owym "miejscu najświętszym" skrywała się najświętsza tajemnica Mojżesza, dzięki której mógł on żywić swój lud do syta.
cdn.... jutro :) 


Na podsumowanie tematu na dziś niech nam posłużą cytaty Einsteina: 

"Koncepcja osobowego Boga jest mi zupełnie obca i uważam ją wręcz za naiwną."

"Prawda nas jeszcze zadziwi."

Miłych snów... dobranocka...






piątek, 25 grudnia 2015

POKÓJ LAMY W GDAŃSKU

A poniżej obiecane foty z pokoju Lamy w nowym Ośrodku Buddyjskim w Gdańsku....
Jest PIĘKNIE, sami zobaczćie:














A to wszysttko dzięki:

"Friendship, Friendship, Friendship. This is the way of success in our Diamond Way Buddhist Centers." Lama Ole

NASZA WIGILIA W GDAŃSKIM OŚRODKU BUDDYJSKIM

KOCHANI
no muszę.... po prostu muszę się pochwalić...
poniżej fotki z naszej wigilii w Ośrodku Buddyjskim w gda ...:)







i milion prezentów było
A ja dostałam najpiękniejszy bo śpię w nowym ośrodku w Pokoju Lamy :)
Fotkami z pokoju oczywiście się pochwalę soooon bo jest pod każdym względem pięknie pięknie i jeszcze raz pięknie :)

"ODDANI PRZYJACIELE TO NAJLEPSZA RODZINA"



czwartek, 24 grudnia 2015

CO BYŁO SŁYCHAĆ NA STRICIE W 39....

Nie tylko na stricie ale i w mieszkaniach... oby to już nigdy nie wróciło w żadnej formie...


Swoją drogą niektórzy to mają perwersyjne poczucie humoru lub też są ciągle na to nabywcy... 
Jak uczy historia zawsze byli, są i będą ci po ciemnej stronie mocy...


Smutny ten post, ale na pocieszenie dla tych, którzy poczuli się źle bo są po jasnej stronie mocy: 
"Prawdziwy rozwój wydarza się poza strefą komfortu." 



WESOŁYCH ŚWIĄT OD NAJDZIWNIEJSZYCH CHOINEK :)

KOCHANI !!!!
SZCZĘŚLIWYCH, WESOŁYCH, ZDROWYCH, SPOKOJNYCH, CUDOWNYCH, WSPANIAŁYCH, FANTASTYCZNYCH, WYMARZONYCH, WYŚNIONYCH, BAŚNIOWYCH, PEŁNYCH MIŁOŚCI, PREZENTÓW I MIŁYCH NIESPODZIANEK ŚWIĄT
ŻYCZĄ WAM:

KLAUDIA ORAZ NIEBANALNE CHOINKI :) :) :) 



















sobota, 19 grudnia 2015

PEGGY GUGGENHEIM CZ.4

Przed śmiercią Peggy Guggenheim zabezpieczyła swoją kolekcję przed rozproszeniem, zapisując ją Fundacji, założonej przez jej wuja, Solomona R. Guggenheima, fundatora Muzeum Guggenheima w Nowym Jorku. Amerykańscy krewni Peggy odrestaurowali obrazy, a pałac w Wenecji jest dziś filią muzeum nowojorskiego.
Wejście do Palazzo dei Leoni

"Z licznych gości, Palazzo dei Leoni ładnie wspomina amerykański pisarz Truman Capote, w nieukończonej książce "Spełnione życzenia": 

Mogło się tak złożyć, że ożeniłbym się z Guggenheim, chociaż była starsza ode mnie o jakieś 30 lat, może więcej. Gdyby się tak stało, to dlatego, że wprawiała mnie w dobry nastrój pomimo jej zwyczaju grzechotania sztucznymi zębami. Miło było spędzać weneckie zimowe wieczory w niewielkim białym Palazzo dei Leoni, gdzie mieszkała z 11 psami i szkockim kamerdynerem pederastą. Miło było pić należące do tej damy czerwone wino i słuchać, jak wspomina swoje małżeństwa i romanse - zdumiało mnie, gdy usłyszałem usytuowane wewnątrz żigolopodobnej grupy imię i nazwisko: Samuel Beckett. Trudno wymyślić dziwniejszą parę: bogata, obyta w świecie Żydówka oraz mnisi autor »Czekając na Godota «”. "

THE END......

PEGGY GUGGENHIEM CZ.3


Peggy Guggenheim osiadła w Wenecji w 1949 roku. Europejski styl życia bardziej jej odpowiadał. Tanio kupiła zrujnowany pałac Palazzo dei Leoni i tam umieściła kolekcję, która z biegiem czasu stała się rarytasem. W latach 1937-47 wydała na zakup obrazów około 250 tys. dol. Teraz rynkową wartość kolekcji znawcy szacują na 350 mln dol.!


Palazzo dei Leoni


Jednak nie wszyscy wenecjanie miłowali sztukę XX wieku: 
"Gdyby pani wyrzuciła te wszystkie bohomazy do kanału, jakże śliczny miałaby pani dom. " - powiedziała księżna Pignatelli podczas zapoznawczej wizyty. 





"Jednak Peggy szybko wtopiła się w arystokratyczne środowisko Wenecji i sama stała się atrakcją - pokazywano ją sobie palcami, gdy godnie przemierzała kanały w swojej prywatnej gondoli. Miewała jeszcze przygody miłosne, opalała się nago na tarasie, niekiedy turyści zwiedzający sale jej pałacu natykali się na zawiniętych w dywan uśpionych balangowiczów."
źródło GW

PEGGY GUGGENHEIM